swiatebookow

Zachłanni

Magdalena Żelazowska,

Troje trzydziestolatków. Trzy marzenia. Trzy precyzyjnie opracowane plany, jak je zrealizować. Tytułowi „zachłanni...

Sortuj:
Blond gejsza

Blond gejsza

Zobacz na swiatebookow.pl

22,49 zł

Autor: Jina Bacarr

Kategoria: erotyka

Wydawnictwo: HarperCollins

ISBN: 978-83-238-9962-4

Format: PDF,EPUB,MOBI

Tagi:


Wczesnym latem 1892 roku w Japonii spadły obfitsze niż zwykle deszcze. Japończycy nazywają tę porę „deszczami śliwy”, gdyż przychodzi ona, kiedy dojrzewające owoce zaczynają kusić nowymi doznaniami. Tak jak dziewczyna, która staje się kobietą. Dziewczyna taka jak ja. Odwieczna japońska tradycja związana z pięknem, erotyką i seksem skrywa wiele tajemnic, które poznać mogą tylko nieliczni. Dla cudzoziemców są one w ogóle niedostępne.

Kiedy Amerykanin Edward Mallory w obawie przed zemstą groźnego japońskiego księcia Kira-samy musi ukryć piętnastoletnią córkę w Herbaciarni Drzewa Wspomnień, Kathlene wkracza niespodziewanie w zmysłowy świat gejsz. W czasie kolejnych lat w herbaciarni będącej ekskluzywnym klubem gejsz Kathlene uczy się sztuki uwodzenia i zaspokajania potrzeb mężczyzn. Przygotowuje się także do rytuału „sprzedaży wiosny”, czyli utraty dziewictwa. Mężczyzną gotowym zapłacić za ten zaszczyt jest bogaty baron Tonda-sama, będący na usługach księcia Kira-samy. Baron podejrzewa, że piękna kandydatka na gejszę jest dziewczyną, której na zlecenie księcia od trzech lat poszukuje. Kathlene skrycie pragnie innego mężczyzny, wie jednak, że baronowi nie wolno się sprzeciwić. Gdyby się na to odważyła, ściągnęłaby śmiertelne niebezpieczeństwo zarówno na dom gejsz, jak i na siebie samą...

Okładka

Jina Bacarr

Blond gejsza

Przełożył:
Krzysztof Puławski

Wczesnym latem 1892 roku w Japonii spadły obfitsze niż zwykle deszcze. Japończycy nazywają tę porę „deszczami śliwy”, gdyż przychodzi ona, kiedy dojrzewające owoce zaczynają kusić nowymi doznaniami. Tak jak dziewczyna, która staje się kobietą.

Dziewczyna taka jak ja.

Powietrze było ciepłe i przesycone wilgocią, lecz te niezwykłe deszcze, jak wiele rzeczy w Japonii, obudziły moje zmysły i pragnienia. Walczyłam ze smutkiem, kiedy nagle wezbrała we mnie dzika radość – to odezwały się moje zmysły, napełniając ciało pożądaniem. Żadna dziewczyna nie pozostałaby na to obojętna. Chciałam iść za głosem pożądania, obudzić swoją kobiecą duszę, kochać i być kochaną.

Miałam piętnaście lat.

Chciałam zostać gejszą.

Podziwiałam te kobiety: ich umysł, odwagę i urodę. Spełniały one marzenia i żyły w zaczarowanym, romantycznym świecie. Codziennie w drodze do szkoły misyjnej przyglądałam się młodym adeptkom tej sztuki, idącym ulicami w swoich butach na koturnach z małymi dzwoneczkami, których pomalowane na biało twarzyczki wyglądały spod różowych papierowych parasolek.

Wieczorem, w drodze do teatru kabuki, gdzie bywałam z ojcem, patrzyłam na jadące rikszami gejsze w oficjalnych czarnych kimonach z wyszywanymi w kwiaty i ptaki pasami obi. Późnymi popołudniami chichotałam, mijając okâsan, ich matkę, siedzącą na wypolerowanej werandzie i palącą fajeczkę z kości słoniowej.

Pełna nadziei i drżąca bardziej z ochoty niż strachu, pragnęłam wejść do tego fascynującego świata seksualnie wyzwolonych kobiet. Chciałam wiedzieć, jak ten świat kwiatów i wierzb może istnieć w społeczeństwie, gdzie nowo narodzone dziewczynki trzy dni po urodzeniu kładzie się na zimnej ziemi, by poznały swoje miejsce.

Pod mężczyznami.

Nie rozumiałam, dlaczego kobiety w tym kraju szogunów i samurajów chodzą ze spuszczonymi oczami, ukrywając uczucia i łzy. Kropki łez na twardej drewnianej poduszce. Tak trwałej jak ich dusze, jeśli chciały przetrwać.

I dobrze funkcjonować.

I kochać.

Zrobiły na mnie takie wrażenie, tak podziałały na moje rozbuchane zmysły, że uznałam, iż jeśli nie wejdę do tego świata, spędzę resztę życia, starając się ukryć uczucia, które we mnie buzowały. Modliłam się do bogów, by znaleźć w sobie odwagę, uwolnić pożądanie i wyzwolić duszę od udręki.

Nie zaznałam jeszcze słodyczy męskiej pieszczoty ani też goryczy utraconej miłości. Moje piersi przypominały rozwijające się pąki, biodra były wciąż szczupłe, niczym biodra chłopca. Mogłam tylko zgadywać, co czeka mnie w tym świecie, gdzie rozkosz jest równoznaczna ze złym losem kobiet. A obowiązek – ich jedyną przyjemnością.

Tak mi się przynajmniej wydawało.

Nie wszystkie moje wyobrażenia były prawdziwe.

Według japońskich tradycji gejsze chroniły od dwustu lat swoje tajemnice tak ściśle, że dzieliły się nimi jedynie ze swymi siostrami. Tajemnice dotyczące tego, jak sprawić, by cera była wiecznie młoda, jakie zioła zmieszać, by mężczyzna zakochał się bez pamięci, jakich użyć zabawek, by przynieść kolejne fale rozkoszy im samym oraz ich kochankom.

Zainspirowana tymi opowieściami wymykałam się do dzielnicy Shinbashi, gdzie słyszałam ich śmiech i niekończące się westchnienia dochodzące zza wysokich ogrodzeń otaczających ich dom. Wyobrażałam sobie te ziemskie rozkosze, których doznawały przez całą noc. Czy ja, obca, mogłabym wkraść się w ich łaski i nauczyć się sposobów zaspokajania mężczyzn?

Oraz siebie.

Czy rzeczywiście mogłabym to osiągnąć?

Z powodu dziwnego zrządzenia bogów, które wiązało się z bólem i smutkiem, udało mi się tego lata wejść do domu gejsz. I to pomimo tego, że miałam długie, złote niczym promienie słoneczne o świcie, włosy i oczy tak zielone, jak zdobiony brokatem jedwab, z którego kupcy szyją lamówki na swe szaty. Stałam się maiko, uczennicą u gejsz w Kioto. A po trzech latach nauki zostałam gejszą niczym wolno rozwijający się, różowy kwiat lotosu.

Wiele lat później osiągnęłam wiek, w którym mogłam przerwać ciszę, nie łamiąc jednocześnie sekretnych praw gejsz. Mogę więc opowiedzieć światu o moim życiu w domu gejsz, o pięknie i gracji, erotycznych fantazjach i ukrytych tajemnicach.

Teraz siedzę w herbaciarni, słucham dzwonków poruszanych wiatrem, na moich ramionach przysiadają motyle, a ja zabieram się do opisania tego wszystkiego na najlepszym ryżowym papierze, przezroczystym niczym skrzydełka ćmy i naznaczonym drobinami srebra i złota. Opowiem o mężczyźnie, którego kochałam, o siostrze gejszy, która zaryzykowała dla mnie życie, o okâsan, która wychowała mnie jak córkę, o ich dotyku, śmiechu i najbardziej intymnych momentach z ich życia.

W tej chwili biorę do ręki pędzelek, zanurzam go w atramencie i przystępuję do relacjonowania niezwykłej, zmysłowej historii jasnowłosej gejszy.

Kathlene Mallory

Kioto, Japonia, 1931 rok

CZĘŚĆ
PIERWSZA

KATHLENE, 1892 rok

Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam bladożółte światła

w dzielnicy gejsz Gion, przypominające księżyc.

Czerwone lampiony z czarnymi japońskimi literami

kołysały się na wieczornym wietrze,

wskazując mi drogę do herbaciarni.

Jednak najlepiej pamiętam odległy dzwon z Gionu,

który skłonił mnie do zastanowienia,

czy wszystko w moim życiu jest krótkie

i przemijające.

Nawet miłość.

Pamiętnik młodej Amerykanki

pisany w Kioto w 1892 roku

Rozdział 2

Ciche oddechy, które wydawały się unosić w powietrzu, zapach zakazanej miłości, który niósł wiatr, duszne ciepło, które sprawiało, że oszaleli z pożądania kochankowie pocili się pod moskitierą – to wszystko odcisnęło się na moich zmysłach, kiedy wróciliśmy w końcu do Kioto.

Na szare dachy znowu zaczęły spadać ciężkie krople deszczu. Przy drodze pełzły gąsienice. Nocne powietrze wypełniał strach, ale także magia.

Magia baśni, którą miałam dopiero poznać.

Ale najpierw...

– Dalej grozi nam niebezpieczeństwo, Kathlene.

– Wiem, tato.

– Zawsze mi ufałaś.

– Tak, tato.

– Czy wierzysz, że robię to wszystko, bo cię kocham?

– Tak.

– Nawet jeśli zabiorę cię w miejsce, które wydaje się nieodpowiednie dla młodej osoby, takiej jak ty?

– Tak. – Przycisnęłam dłoń do piersi, by uspokoić rozkołatane serce. Czułam, że za chwilę przydarzy mi się coś dziwnego i wspaniałego. Że stoję na progu jakiejś tajemnicy... Tak, tylko o co chodzi?

– Długo zastanawiałem się nad naszą sytuacją. Nie chciałbym, żeby ktoś cię skrzywdził. Muszę więc podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu.

– Jaką, tato?

– Gdzie się schronić – odparł. – Diabły księcia są wszędzie, chyba że...

Ujęłam dłoń ojca. Była zimna.

– Chyba że? – spytałam.

– Schowamy się w miejscu, gdzie nikt nas nie będzie szukał. Miejscu przeznaczonym do gonienia za przyjemnościami. – Urwał na chwilę. – Nigdy nie przypuszczałem, że zabiorę tam moją córkę. Ale czy mam wybór? Jeśli odnajdą nas ludzie księcia, grzech i tak będzie większy!

– Nie, nie, z pewnością nas nie znajdą!

Przytulił mnie mocniej, tak mocno, że z trudem oddychałam. Nie rozumiałam, o co ojcu chodzi. Gdzie chciał mnie zabrać? O czym w ogóle mówił?

– Nie oceniaj mnie zbyt surowo, Kathlene. Przemyślałem tę decyzję i chociaż poznasz życie, które wcale mi się nie podoba, to wiem, że nie mamy innego wyjścia.

– Gdzie jedziemy?

– Do herbaciarni Mikaeri Yanagi.

– Mikaeri Yanagi? – powtórzyłam. – Co to znaczy?

– Herbaciarnia Drzewa Wspomnień.

Drzewo Wspomnień? Wspomnień czego?

– Simouyé nas ukryje – dodał. – Jestem pewny, że nam pomoże.

– Simouyé? – powtórzyłam, zauważywszy, że ojciec nie dodał zwyczajowego „san” do tego dziwnego imienia. Nic mi ono nie mówiło, ale brzmiało miło.

Ojciec ścisnął moją dłoń. W deszczu, który znów się rozpadał, słyszeliśmy odgłosy kroków biegnącego rikszarza.

– Simouyé to moja dobra przyjaciółka. Wiem, że mogę jej zaufać – spojrzał na mnie z czułością -i powierzyć jej to, co mam najcenniejszego.

– Tato... – zaczęłam, zastanawiając się, czy Simouyé to nauczycielka, czy może ktoś inny, bardziej tajemniczy.

Na przykład gejsza?

– Tak, Kathlene?

Wzięłam głęboki oddech i dopiero wtedy odważyłam się zapytać:

– Tato, czy byłeś kiedyś w domu gejsz?

Był zaskoczony moim pytaniem. Z trudem przełknął ślinę i się zawahał.

– Gejsza to kobieta bardzo wyrafinowana, o nieposzlakowanej moralności. Chociaż często się zakochuje, czasami jej ukochany nie może zająć się nią tak, jak by chciał.

– Pragnę zostać gejszą – rzekłam pewnym głosem.

Spojrzał na mnie zszokowany.

– Ty?! Moja córka miałaby zostać gejszą? Wykluczone! Pamiętaj, że jesteś gaijin, cudzoziemką, i zgodnie z tradycją nie możesz zostać gejszą – oznajmił, dotykając moich jasnych włosów.

Posmutniałam, ale ojciec tego nie zauważył. Moje ramiona opadły, uśmiech zamienił się w grymas. Rozbawiło go chyba trochę moje wyznanie, bo oparł się swobodniej o siedzenie, wypuścił powietrze i milczał.

Tym lepiej. Uszy bolały mnie już od jego słów.

Powiedział, że gaijin nie może być gejszą.

Nie wierzyłam mu. Kiedy skończą się już te kłopoty, pokażę mu, że mogę być gejszą. Kiedy dorosnę...

Ale zaraz, chwila.

Na zewnątrz działo się coś ciekawego. Zerknęłam za zasłonkę i dostrzegłam położone nad kanałem eleganckie domy, otoczone wysokim murem. W tej części miasta uliczki były małe i wąskie, i stały przy nich domy z ciemnego drewna. Zauważyłam piętrowy dom z drewnianym tarasem, który wychodził aż na brzeg rzeki. Zainteresowały mnie kolorowe lampiony z papieru, kołyszące się na kwadratowych werandach w takt deszczu. Widniały na nich wielkie japońskie litery. Widziałam je niewyraźnie z powodu deszczu, ale były to imiona. Imiona dziewcząt... Przypomniałam sobie, że podobne lampiony znajdują się w Shinbashi w Tokio, w dzielnicy, gdzie mieszkają gejsze.

Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, gdzie jesteśmy, bo czytałam książki na ten temat. W pobliżu Gionu, w Ponto-chô. Nad rzeką Kamo mieściła się tutaj dzielnica gejsz. Poczułam mrowienie na plecach, gdy tylko zrozumiałam, że znalazłam się w magicznym miejscu.

Przesunęłam się na brzeg ławki i wystawiłam głowę przez okienko. Wielkie krople padały na mój nos, powieki, usta, pozwalając mi posmakować czaru Ponto-chô. Wzrokiem wodziłam od jednego domu do drugiego. Wszystko, co dotyczy gejsz, wydawało mi się podniecające. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie stoi Herbaciarnia Drzewa Wspomnień, a tymczasem riksza posuwała się w stronę mojego przeznaczenia. Chłopak biegł, odkąd ponownie wjechaliśmy w granice miasta, zauważyłam też parę razy, że ogląda się w moją stronę.

Jego widok sprawiał, że z jeszcze większą radością myślałam o schronieniu w herbaciarni. Jeśli potrafi tak biec, biec i biec, to jakiej przyjemności umie dostarczyć pod jedwabnym przykryciem na futonie!

A gdybym była gejszą, a on moim kochankiem?

Jakież by na mnie czekały rozkosze, których mógłby mi dostarczyć jego penis ledwie ukryty pod niebieską szmatką?

Kiedy odezwał się grzmot, wcisnęłam się głębiej do wnętrza rikszy. Byłam przerażona. Błyskawica sprawiła, że wyobraziłam sobie samuraja, który przebija mieczem dziewice. Wciąż padał deszcz. Monotonnie, nieustająco...

Och, chciałam doznać tych wszystkich rozkoszy, o których myślałam, ale jednocześnie bałam się o bezpieczeństwo swoje i ojca. Zamknęłam oczy i wystawiłam twarz na deszcz. Pragnęłam wreszcie poczuć się bezpiecznie. Chciałam wyglądać inaczej, by nikt nie zwracał na mnie uwagi. Miałam nadzieję, że deszcz zmieni rzeźbę mojej twarzy: że będę miała wystające kości policzkowe, wysokie brwi i karminowe usta. Wierzyłam, że gejsze są jak deszcz – ich skóra jest przezroczysta, a jednak pełna barw: niebieskiej, czerwonej i żółtej. Bardzo pragnęłam znaleźć się wśród nich. Gejsza była dla mnie księżniczką z bajki, piękną i niedostępną aż do momentu, gdy jakiś książę zdobył jej serce. Wówczas zabierał ją do swego otoczonego fosą zamku, przypominającego pałac z Yeddo, jak kiedyś nazywano Tokio, gdzie było tyle pokoi, że nikt nie był w stanie obejrzeć wszystkich w ciągu swego życia. Poza tym jako gejsza miałabym kimono przetykane złotymi nićmi i ozdoby do włosów zrobione z najczystszych brylantów i najpiękniejszych czarnych pereł.

A mężczyzna, którego bym kochała, leżałby ze mną pod jedwabnym przykryciem, zaś nasze dłonie badałyby kolejne obszary naszych nagich ciał. Poznałabym ostateczną rozkosz związaną z ruchem penisa we mnie – zaczęłam to sobie wyobrażać i pragnęłam tego coraz bardziej.

Rikszarz skręcił w wąską uliczkę nad kanałem, a potem w alejkę z mostkiem i dopiero po chwili zatrzymał się przed wysokim murem okalającym herbaciarnię. Na wietrze poruszały się gałęzie wielkiej wierzby. Za papierowymi szybkami płonęły żółte i różowe światła.

Wstrzymałam oddech w obawie, że ten sen skończy się za chwilę. Miałam dziwne wrażenie, że znalazłam się w jakiejś bajce.

– Dziecko nie może tu zostać, Edward-san – powiedziała kobieta po japońsku, gestykulując gwałtownie.

– Nie mam wyjścia, Simouyé-san – odrzekł szorstko ojciec, ale po chwili dodał łagodniej: – Muszę cię prosić, żebyś to dla mnie zrobiła.

– Nie mogę. Jeśli ludzie księcia szukają was po całym mieście, to w końcu znajdą ją tutaj.

– Nie uda im się, jeśli dasz jej czarną perukę i ładne kimono.

Czarną perukę? Starałam się trzymać w cieniu, ale ta kobieta wciąż mi się przyglądała. Zdziwiło mnie to, ponieważ Japonki w ten sposób się nie zachowują. Ale ja również nie mogłam zapanować nad oczami i wpatrywałam się w nią intensywnie.

Odważyłam się nawet przysunąć bliżej, by móc lepiej obejrzeć tę piękną kobietę. Simouyé miała czarny, ciasno upięty kok i prawie żadnego makijażu, pomijając puder ryżowy na policzkach, ale przysięgłabym, że jej usta są naturalnie czerwone i piękne. Zaciskała je jednak w czasie rozmowy i poruszała rękami. Jej ciemnofiołkowe kimono z rękawami, które sięgały do bioder, okrywało ją szczelnie, pokazując dziewczęcą figurę. Chociaż na nogach miała jedynie białe skarpetki, wydała mi się wyższa niż większość Japonek.

A może odniosłam tylko takie wrażenie, bo była dumnie wyprostowana? Tak, jakby znała swoje miejsce w świecie, który znajdował się blisko bogów.

Przesunęła się w moją stronę i trochę mnie wystraszyła. A może znowu uległam iluzji, gdyż na opasującej ją szarfie wyhaftowano ptaki, które wyglądały tak, jakby leciały.

Kolejne jej słowa nie pozostawiały wątpliwości.

– Jeśli twoja córka, Edward-san, zostanie tutaj, będę musiała ją zatrudnić jako maiko – powiedziała Simouyé, unosząc dłonie do piersi.

Spojrzałam na nią rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. Wiedziałam, że Maiko było lokalnym określeniem uczennicy gejsz. Moje serce wypełniło się radością, chociaż Simouyé nie wyglądała na zadowoloną z takiej perspektywy.

Nie musiała się przejmować. Ojciec nigdy nie pozwoliłby na to, bym została gejszą.

– Zdaję sobie z tego sprawę, Simouyé-san – powiedział ojciec. – Niech tak się stanie.

Otworzyłam usta, nie mogąc uwierzyć, że wypowiedział te słowa. Słowa, które tak bardzo chciałam usłyszeć.

– Ale mam nadzieję, że jako maiko nie będzie zaangażowana w nieprzyjemne sytuacje z twoimi klientami – dodał po chwili.

Tak bardzo byłam skupiona na tym, co usłyszałam, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, iż ojciec dotyka ucha Simouyé, jakby stanowiło to preludium do dalszych pieszczot. I rzeczywiście, po chwili pogładził jej szyję i przesunął dłoń w stronę dekoltu jej kimona. Kobieta wstrzymała oddech. Poczułam się zażenowana i chciałam odwrócić wzrok. Nie mogłam uwierzyć, że mój ojciec robi coś takiego.

Wciąż patrzyłam na Simouyé. Pas obi nosiła nisko, co wskazywało na jej dojrzały wiek, ale ciało miała jędrne. Miała na sobie kimono z najcieńszego jedwabiu, na którym odciskały się koniuszki jej piersi. Zauważyłam, że drży z rozkoszy.

– Nawet gdybym chciała, Edward-san, nie mogłabym pozwolić twojej córce, żeby tu została -odezwała się po chwili. – Przecież nie rozumie tego, jak żyjemy.

– Stopniowo wszystkiego się nauczy. Te wysokie mury skrywają wiele tajemnic.

– Tak, Edward-san, bardzo wiele... W tych ścianach klienci widzą tylko to, co chcą zobaczyć. Gejsza ukrywa swoje prawdziwe ja i ugina się niczym wierzba pod naporem ich życzeń, byle tylko ich zadowolić. Czy takiego życia pragniesz dla swojej córki?

Ojciec znieruchomiał, a potem cofnął dłoń. Myślałam, że na mnie spojrzy, ale tego nie zrobił.

Powiedz tak, tato! Bardzo cię proszę, powtarzałam w myślach.

– Nie mam wyboru, Simouyé-san. Nigdzie indziej nie będzie bezpieczna. Wrócę po nią tak szybko, jak będę mógł, ale na razie musisz mi pomóc.

– A co z rikszarzem?

– Hisa-don nie będzie mówił o tym, co się dziś wydarzyło. Zna swoje miejsce.

– To prawda, ale...

– Proszę, Simouyé-san... Błagam, ocal moją córkę.

Kobieta nie wyglądała na przekonaną.

– Wiedziemy w tych murach bardzo surowe życie, Edward-san. Jeśli na to przystanę, twoja córka będzie musiała zachowywać się jak Maiko, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Powinna najpierw uczyć się poprzez obserwację i zostać służącą, ale to tylko ją wzmocni. Będzie się uczyła grać na lutni, harfie, tańców. Musi też poznać uprzejmy język gejsz, w którym niczego nie mówi się wprost. I nauczyć się szacunku i odpowiedzialności za starszych. Przyswoi też sobie sztukę noszenia kimona, musi być czysta i nigdy nie może dzielić z nikim poduszki.

Cofnęłam się bardziej w cień, chcąc uniknąć jej badawczego wzroku. Zaniepokoiło mnie, że ojciec pieścił tę kobietę, ale ta przemowa wydała mi się jeszcze bardziej niepokojąca. Domyślałam się, co oznacza „dzielenie poduszki”. Moje serce zabiło mocniej na myśl o tym, że mogłabym na niej leżeć razem z mężczyzną. Czy w herbaciarni nauczą mnie tego, jak należy się kochać?

Pełna podniecenia, zastanawiałam się nad moją sytuacją. Jeśli Simouyé się zgodzi, będę mogła pozostać w herbaciarni i uczyć się, jak zostać gejszą. Było to jednocześnie wspaniałe i przerażające.

Nagle zwróciłam uwagę na lekki hałas i spojrzałam w przeciwległy kąt pokoju. Rozległo się pukanie, a potem odgłos przesuwania zrobionych z ryżowego papieru drzwi. Deszcze uniemożliwiły zapewne gejszom wymianę ich na letnie, zrobione z bambusa, które chroniły zarówno przed gorącem, jak i wilgocią. Stłumiłam chichot. Ja również stanowiłam wyłom w tutejszych zwyczajach. Nic dziwnego, że Simouyé nie ucieszyła się na mój widok.

Do środka wsunęła się na kolanach młoda kobieta i skłoniła się nam trzykrotnie, dotykając czołem podłogi. Miała na sobie ciemnoniebieskie jedwabne kimono z zawiązanym w talii pasem Obi w biało-różowe prążki. Wyglądała dość pospolicie, ale była w niej jakaś słodycz i niewinność, na które zwróciłam uwagę.

Dziewczyna zaczęła podawać filiżanki herbaty, stawiając je na polakierowanym na czarno niskim stoliku obok ciasteczek w kształcie złotych rybek. Na ich powierzchni lśnił cukier. Poczułam, jak ślina napływa mi do ust.

Dziewczyna podała mi najpierw filiżankę herbaty, następnie serwetkę i ciasteczko.

– Dziękuję – szepnęłam po japońsku i się jej ukłoniłam.

Dziewczyna zamrugała oczami, a potem jeszcze raz mi się skłoniła i powiedziała:

– Cała przyjemność po mojej stronie.

Chciałam się jej odkłonić, ale spojrzałam na ojca. Nie byłam w stanie w tej chwili zająć się herbatą czy ciasteczkiem. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Mój ojciec i Simouyé stali w ciemnym kącie blisko siebie i dotykali swoich ciał w bardzo osobisty, intymny sposób. Kobieta nie zwracała na mnie uwagi, nie odepchnęła też dłoni wysokiego Amerykanina. Ojciec pogładził ją po twarzy, przesunął palcami po jej ustach i wziął ją pod brodę. Nie cofnęła się, kiedy przesunął dłonie wzdłuż jej bioder i zaczął masować jej jędrne uda i pośladki. Potem wsunął dłoń pod jej kimono i dotknął piersi. Wyczułam, jak bardzo podnieciła ją ta pieszczota, chociaż Simouyé była przyzwyczajona do ukrywania uczuć. Wydawało mi się, że nie wytrzyma tego długo i będzie musiała poddać się rozkoszy, ale ona odezwała się cicho:

– Ile powiedziałeś swojej córce?

Trochę się cofnęła, lecz nie oponowała, kiedy ojciec położył dłonie na jej ramionach i przyciągnąwszy ją, pocałował w szyję.

Otworzyłam usta, by zapytać ojca, co przede mną ukrywa, ale w tym momencie chrząknęła siedząca obok mnie dziewczyna. Popatrzyłam na nią, a ona położyła palec na ustach, na znak, że mam być cicho.

– Co się stało? – zapytałam. – Czy złamałam jakąś zasadę obowiązującą w domu gejsz?

– Przepraszam i proszę o wybaczenie – rzekła dziewczyna i się ukłoniła. – Nie chciałam cię urazić.

Skłoniłam się, nic nie mówiąc. Jak mogłam w podnieceniu zapomnieć o manierach? Dziewczyna chroniła mnie przed utratą twarzy, chciałam bowiem przemówić do ojca w sytuacji, w której powinnam zostać niewidzialna.

To jednak nie umknęło uwagi ojca.

Gdy przeniósł na mnie wzrok, serce zatrzepotało w mojej piersi niczym schwytany do słoja motyl. Wiedziałam, że ojciec docenia moje zdolności językowe, dlatego nie zaskoczyło mnie, gdy powiedział do Simouyé:

– Słyszała, że moje życie jest w niebezpieczeństwie.

– Czy wie, że wracasz do Ameryki? – spytała ze ściśniętym gardłem Simouyé.

Tym razem nie zdołałam powstrzymać strachu, który sprawił, że moje serce zamarło niczym ścigany przez myśliwego zając. Nie spodziewałam się czegoś takiego i wpadłam w panikę.

– To nieprawda, tato! Powiedz, że to nieprawda! – krzyknęłam i skoczyłam na równe nogi, nie dbając o zasady. Ojciec był dla mnie ważniejszy niż one. Rzuciłam mu się w ramiona i szlochając, wtuliłam policzek w jego pierś. – Nie zostawisz mnie samej! Powiedz, że tego nie zrobisz...

– Może jednak powinieneś powiedzieć jej prawdę – odezwała się Simouyé.

Tym razem jej głos zabrzmiał twardo.

– Nie mogę – odparł ojciec. – Gdyby ją poznała, znalazłaby się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Musi zostać z tobą, Simouyé-san, i zacząć naukę jako Maiko. Jeśli jej tu nie zostawię, nie umknę przed diabłami księcia.

Kobieta skłoniła się, ale, jak dostrzegłam, włożyła w to dużo wysiłku.

– Jak sobie życzysz, Edward-san.

Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Że coś takiego dzieje się na moich oczach.

– Chcę jechać z tobą, tatusiu! – wyrzuciłam z siebie, nie myśląc o tym, co to znaczy.

Zapomniałam o swoim marzeniu, by zostać gejszą. Złapałam go za rękaw i pociągnęłam w swoją stronę.

Zauważył, że powiedziałam: „tatusiu”, i bardzo go to zaskoczyło. Myślałam, że zmieni zdanie. Ale on wziął moją twarz w dłonie i spojrzał mi prosto w oczy. Nie widziałam jego twarzy przez łzy, które płynęły niczym strugi deszczu, ale słyszałam jego głos.

– Muszę wrócić do Ameryki i tam spróbować znaleźć sposób naprawienia tego, co zepsułem.

– Nie zrobiłeś nic złego, tato. Jesteś dobry.

– Chciałbym, żeby tak było naprawdę, Kathlene. Jednak tym razem zawiodłem. I właśnie dlatego muszę wyjechać.

– Dlaczego nie mogę jechać z tobą? – rzuciłam, a mój głos niósł się po całej herbaciarni, wabiąc ciekawskich.

Za drzwiami z papieru ryżowego zebrały się dziewczyny, które zaczęły się przyglądać jasnowłosej gaijin, ale ja nie zwracałam na nie uwagi. Tak, chciałam zostać gejszą, ale ojciec był dla mnie ważniejszy.

– To zbyt niebezpieczne, Kathlene. Muszę jechać szybko, i nie zawsze będę miał wygody. Powinnaś zostać z Simouyé-san. Jest bardzo dobra i będzie cię traktować jak córkę – powiedział, a po chwili dodał: – Musisz robić, co ci każę, Kathlene, nawet jeśli nie będziesz wiedziała, dlaczego. Od tego zależy moje życie.

– Czy to konieczne, tato?

– Tak. Wiesz, że nigdy cię o nic nie prosiłem, Kathlene – powiedział głosem tak ponurym i władczym, że nawet gdybym chciała, nie zdołałabym się mu przeciwstawić. – Znasz jednak japońskie obyczaje i wiesz, że córka winna jest ojcu posłuszeństwo. – Pogładził mnie po włosach i odsunął niesforny kosmyk z policzka. – Postępuj tak, żebym się nie musiał za ciebie wstydzić.

Chociaż czasami byłam zbyt ciekawa i kwestionowałam to, co mówi ojciec, tym razem słuchałam go jak trusia. Tak, doskonale wiedziałam, co w tym kraju znaczą obowiązki. Cały system społeczny opiera się na rodzinnym posłuszeństwie i lojalności.

Nie miałam wyboru, musiałam posłuchać ojca. Bogowie dziwnie bawili się moim życiem. By spełnić swe marzenie i zostać gejszą, musiałam wyrzec się najdroższej mi osoby. Mojego ojca.

Miałam ściśnięte gardło i z trudem panowałam nad sobą, ale jednak zdołałam powiedzieć:

– Rozumiem.

Czułam na sobie ciężar wielu spojrzeń, a zwłaszcza młodej służącej, która powstrzymała mnie, gdy chciałam pierwsza odezwać się do ojca.

– Czy jesteś pewna, że wiesz, czego od ciebie oczekuję? – zapytał ojciec, patrząc mi w oczy.

– Zrobię, co każesz, tato – odparłam z szacunkiem, nie bardzo rozumiejąc, dlaczego to robię.

Może dlatego, że domyśliłam się, iż jest to bardzo ważne. A może jednak ugięłam się przed dziewczętami i kobietami, które mnie obserwowały. Chyba po raz pierwszy w życiu zetknęłam się z sytuacją, która mnie przerosła. Nie mogłam zaprzeczyć, iż bardzo pragnęłam dołączyć do tych ciemnowłosych kobiet, które obserwowały mnie z ciekawością i wymieniały uwagi na mój temat.

Nie wierzą, że tu zostanę, pomyślałam. Wydaje im się, że Amerykanie są jak motyle przelatujące z kwiatu na kwiat, jak napisał kiedyś japoński poeta, i tak samo niespokojni, jak spienione wody oceanu. Muszę teraz się pozbierać i czekać.

Czekać, aż ojciec wróci z Ameryki, a ja zostanę gejszą.

Puściłam jego płaszcz.

W oczach wciąż miałam łzy. Starałam się utrzymać na nogach, kiedy ojciec całował mnie na pożegnanie. A potem bez słowa przeszedł do tajnego wyjścia z herbaciarni i zniknął w deszczu i ciemności. Ruszył w stronę innego świata, gdzie nie mogłam mu towarzyszyć. Ojciec powiedział mi kiedyś, że droga do Ameryki zajmuje około osiemnastu dni i odbywa się często przy zimnej, burzowej pogodzie. I chociaż w cieśninie Beringa nie pojawiają się góry lodowe, to jednak w okolicy Aleutów często wieją zimne wiatry i na tamtejszych morzach zagubiło się wiele statków. Modliłam się o to, by ojciec dotarł cało do swego kraju.

Uniosłam brodę i wyprostowałam ramiona. W Japonii nie powinno się okazywać słabości. Wykrzesałam z siebie resztki odwagi tylko po to, żeby ojciec był ze mnie dumny.

Tu, w Herbaciarni Drzewa Wspomnień, rozpoczęłam swoją naukę. Miałam zostać gejszą, czy też geiko, jak mówiono w dialekcie z Kioto. Miałam uczyć się tego, jak stać się ucieleśnieniem kobiecej doskonałości: szkolić się w sztuce erotycznej, w sztuce rozmowy, dyskrecji i sprawiania przyjemności.

Simouyé nauczy mnie, jak bawić mężczyzn i z nimi flirtować. Wyćwiczę każdy najdrobniejszy gest, czy będzie to spuszczenie oczu, czy ruch szyją, czy też niedostrzegalne poruszenie palców. Udoskonalę erotyczną grę do tego stopnia, by stać się uosobieniem ideału, by wszystko we mnie było pociągające i piękne.

Moim najważniejszym celem będzie to, by mężczyźni, z którymi przebywam, czuli się jak najlepiej. Nauczę się wabić ich swymi zaokrągleniami i wprawiać w erotyczne podniecenie. Będę niczym pszczoła, która żywi się nektarem, albo ptak, który zanurza dziób w miękkim miąższu brzoskwini. Świat rozkoszy stanie się moim światem.

Ukryłam swe dziewczęce niepokoje w tajemnym miejscu w swoim sercu, do którego tylko ja sama miałam dostęp, i zwróciłam się z ukłonem do Simouyé:

– Jestem gotowa podjąć naukę, żeby stać się gejszą.

Rozdział 1

Kioto, Japonia

1892

Nie mogłam tego powiedzieć nikomu, nawet bogom, ale byłam przerażona... naprawdę przerażona. Zanim jeszcze znalazłam się w klasztorze, wiedziałam, że będę musiała stamtąd uciec. Mimo że szanowałam zakonnice za ich pobożność i gotowość służenia bogom, sama chciałam być gejszą. Musiałam nią zostać... Czyż zakonnice nie miały wygolonych głów i wyskubanych rzęs, tak że ich oczy wydawały się nienaturalnie wielkie? Ja zachowałam długie włosy, przysięgając sobie, że nie pozwolę ich ściąć. Jeszcze bardziej przeszkadzało mi to, że nosiły zwykłe białe kimona. Biel jest kolorem śmierci. Dlaczego ojciec zabrał mnie do zakonu? Dlaczego?

Czy w ramach jakiejś kary?

Niczego złego nie zrobiłam. Nic złego nie było w tym, że pieściłam siebie, by znaleźć rozkosz, chociaż często potem rodził się we mnie głód, pożądanie, nad którym trudno mi było zapanować. Chciałam kochać i być kochana. Miałam w sobie tyle seksualnej energii, że musiałam coś zrobić, by ją uwolnić.

Ale nie w zakonie.

Nie mogę tam być. Błagam.

Chciałam powiedzieć ojcu, że moim przeznaczeniem jest świat kwiatów i wierzb. Tylko ten i żaden inny. Czyż gejsze nie posiadają przymiotów ducha i ciała? Czy nie czeka ich wspaniały los? Czyż ojciec nie mówił mi, że jestem niczym piękny kwiat, przesadzony na niepewną cudzoziemską glebę? I czy gejsze też nie opuszczają swoich domów, by odnaleźć przeznaczenie?

Nie tak jednak miało się stać.

– Nie grymaś, Kathlene – szepnął do mnie ostro ojciec, ciągnąc mnie przez stację kolejową.

Walizeczka obijała się boleśnie o moje udo. Nie skarżyłam się jednak. Wiedziałam, że poprzez białe pończochy nikt nie zobaczy siniaków, które rano pojawią się na moich nogach.

Rano. Gdzie wtedy będę? I dlaczego jesteśmy w tej chwili na stacji? Co stało się z moim spokojnym światem? I moją szkołą w Tokio, prowadzoną przez misjonarki?

Co się stało?

Deszcz zacinał prosto w twarz. Nie miałam czasu, by przejmować się przyszłością. Zauważyłam, że wokół panuje cisza i że jest pusto, jakby wszyscy zniknęli we mgle. To było dziwne, bo Japończycy nie boją się deszczu i krążą po mieście niczym stado ciekawych wszystkiego myszek. Nie uważają też takiej pogody za złą, bo dzięki niej mają pod dostatkiem ryżu.

Szłam przez stację w butach z czubkami, które mnie cisnęły w palce, żałując, że nie mam na nogach ulubionych sabotów z małymi dzwoneczkami, tych, które ojciec przywiózł mi z Osaki. Moim ciałem wstrząsały kolejne uderzenia bębna obrzędowego, a może działo się to pod wpływem erotycznych pragnień, które dochodziły do głosu w tak dziwnym momencie. Odkąd skończyłam piętnaście lat, coraz częściej myślałam o cielesnych rozkoszach. Gdy kąpałam się w dużej cyprysowej wannie, aż wiłam się z podniecenia, gdy pachnąca cytrynami i pomarańczami woda obmywała moją waginę, dostarczając mi przyjemności.

A w nocy, gdy leżałam naga w łóżku, jedwabny brzeżek pościeli ocierał się o mój wzgórek łonowy, tak że robiłam się wilgotna. Marzyłam o mężczyźnie, który napełni mnie niekończącą się rozkoszą. Marzyłam o dniu, kiedy poczuję wokół siebie jego silne ramiona, jego mięśnie, jego dłonie na koniuszkach moich piersi. Uśmiechnęłam się do siebie. Pomyślałam, że mniszki nie byłyby zadowolone, gdyby mogły poznać moje myśli.

– Gdzie jest ten zakon, tato? – spytałam.

– Niedaleko. W świątyni Jakkowin.

Za blisko.

– Dlaczego wyjechaliśmy z Tokio w takim pośpiechu?

– Zadajesz za dużo pytań, Kathlene – powiedział ojciec, rozkładając swój wielki czarny parasol, który miał nas chronić przed deszczem. – Niebezpieczeństwo jeszcze nie minęło.

– Niebezpieczeństwo? – szepnęłam cicho, chociaż byłam pewna, że ojciec mnie usłyszał.

– Tak, kochanie. Nie chciałem ci mówić o tym wcześniej, ale mam w Japonii potężnego wroga, który chce mnie skrzywdzić.

– Dlaczego ktoś miałby chcieć cię skrzywdzić?

Bawiłam się naddartym palcem mojej rękawiczki. Nie mogłam się powstrzymać. Martwiłam się o ojca. I to bardzo. Jakieś okropne przeczucie podpowiadało mi, że stało się coś znacznie gorszego, niż ta podróż do klasztoru.

– Jeśli już chcesz wiedzieć, to ci powiem, że zdarzyła się straszna tragedia – powiedział ojciec stłumionym przez deszcz głosem. Jego słowa wbijały się w moje serce niczym nóż.

– To znaczy? – odważyłam się zapytać.

– Pewien człowiek stracił wszystko, co mu w życiu drogie, i uważa, że to przeze mnie. – Ojciec rozejrzał się niespokojnie wokół. – Tyle tylko mogę ci powiedzieć.

– Ale cóż takiego mogłeś zrobić?

– Nie przejmuj się tym, co cię nie dotyczy, Kathlene. Jesteś za młoda, żeby to zrozumieć – rzucił ojciec, nie patrząc na mnie, ale szukając wokół jakichś ukrytych wrogów.

Trzymał mnie tak mocno za rękę, że miałam wrażenie, iż zaraz zmiażdży mi kości.

– Boli, tato, puść... – Moje oczy napełniły się łzami. Nie z bólu, ale z troski o bezpieczeństwo ojca.

– Przepraszam, Kathlene, nie wiedziałem...

– Rozumiem – powiedziałam cicho, wciąż zaniepokojona.

Ojciec dalej rozglądał się dookoła. W końcu uznał, że na stacji nie ma nikogo poza starym kolejarzem przy wejściu, i ruszył szybko do przodu.

Musiałam biec, by za nim nadążyć. Ojciec prawie ze mną nie rozmawiał w czasie długiej podróży z Tokio. Spojrzał najpierw w prawo, a potem w lewo, by się upewnić, czy przy nim jestem. Teraz wlókł mnie za sobą, nie przejmując się tym, że jesteśmy przemoczeni i głodni. Wciąż trzymał mnie za rękę, jakby bał się, że mnie zgubi. Pochrząkiwał jak niezadowolony samuraj, i pochylał głowę, by nikt go nie rozpoznał.

To było do niego zupełnie niepodobne. Edward Mallory był olbrzymi, tak że przewyższał wszystkich wokół, mówił tubalnym głosem i nigdy nie zachowywał się cicho. Teraz jednak szedł ulicą tak ostrożnie, jakby zrobiono ją z desek, które skrzypią przy lada dotknięciu.

Ojciec był również bardzo uparty i nigdy mnie nie rozumiał. To jednak brało się stąd, że widywaliśmy się rzadziej, niżbym chciała. Pracował, jak opowiadał wszystkim, dla amerykańskiego banku, który sporo inwestuje w nowym kraju. To Anglicy wybudowali tu pierwszą linię kolejową i ojciec musiał się starać, by nadążyć za konkurencją. Mówił mi, że coraz więcej zagranicznych banków otwiera w Japonii swoje filie i inwestuje w coraz bardziej rozwiniętą sieć kolejową. Zdarzało się też, że wyjeżdżał na dłużej, by się spotkać z członkami rodzin panujących i przedstawicielami rządu. Wypijał wtedy mnóstwo filiżanek parującej zielonej herbaty. Czasami też pijał herbatę ze mną. Łaskotała mnie ona w usta i pobudzała do śmiechu. Ojciec jednak pozostawał poważny. Wątpię, żeby śmiał się z czegokolwiek.

– Trzymaj się mnie, Kathlene – polecił mi surowo. – Diabły księcia są wszędzie.

– Księcia? – To słowo obudziło moją ciekawość. Słyszałam, że ojciec spotykał się z ministrem spraw zagranicznych i innymi dygnitarzami, ale nigdy nie wspominał o księciu. Serce zabiło mi szybciej, a oczy zalśniły, kiedy nagle poczułam, że ojciec cały zesztywniał.

– Zapomnij, że w ogóle mówiłem o księciu, Kathlene. Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie.

Nie miałam czasu, by się zastanawiać, o co mu chodzi, bo żołądek mi się ścisnął na widok młodego człowieka, który wybiegł z ciemnej uliczki, ciągnąc rikszę.

Ojciec bardzo ucieszył się na jego widok.

Ja także.

Nie miał na sobie peleryny z nasączonego oliwą papieru, jak inni rikszarze w czasie deszczu, ale był prawie nagi, jakby chciał pokazać swoje wspaniale umięśnione brązowe ciało boga pory deszczowej. Wyobraziłam sobie, że jestem kroplą, która pada na jego usta, by zasmakować ich słodyczy. Zachichotałam. Japończycy uważają całowanie za bardzo nieprzyzwoite i rzadko się całują, ale ja czułam się gotowa, by spróbować tej przyjemności.

Wpatrywałam się we wspaniałe mięśnie jego ramion i silne, równie dobrze umięśnione nogi. Biegł boso, jedynie z kawałkiem materiału przywiązanym do dużego palca. Najbardziej zaintrygował mnie jednak pasek ciemnoniebieskiej bawełny wokół jego torsu. Zachichotałam. Nie był on większy od szmatki.

Ojciec, który zauważył moje zainteresowanie rikszarzem, wyjaśnił mi, że w okolicach stacji jest ich zwykle wielu. Są oni doskonale zorientowani i wiedzą, kiedy do miasta przyjeżdża ktoś obcy, czyje domy mija po drodze, jakie sztuki są grane w teatrze, a nawet kiedy zakwitną wiśnie. Dziś jednak na stacji było pusto, pomijając tego chłopca, który miał tyle odwagi, by wypuścić się w kurs w deszczu.

Zatrzymał się przed nami i ukłonił nisko.

Często słyszałam, jak angielskie damy mówiły, że rikszarze to „bosonodzy, brudni kulisi”. Jednak ten zupełnie nie odpowiadał temu wizerunkowi. Zamknęłam oczy, a moja wyobraźnia poszybowała w mrok. Zapragnęłam czegoś, sama nie wiedziałam czego, ale było to na tyle silne, że aż się poruszyłam z radości. Czułam się tak, jakby niewidzialny duch strącał krople rosy wprost na mój nagi brzuch.

Otworzyłam oczy. Nie potrafiłam ukryć tego, jak bardzo zaciekawił mnie ten chłopak ciągnący wózek na dwóch kołach. Wyciągnęłam szyję, by go lepiej zobaczyć, ale twarz miał ukrytą pod rondem słomkowego kapelusza. Nieważne. I tak w głębi serca wiedziałam, że jest przystojny.

Czekała na mnie jednak większa niespodzianka. Ojciec bez słowa pchnął mnie w stronę wózka z wielkim czarnym dachem. Ze zdziwienia wstrzymałam oddech. Nagle poczułam dziwne podniecenie. Tylko gejsze mogły jeździć rikszami. Przysięgłabym, że poczułam zapach oleju z nasion kamelii, którym namaszczały włosy.

Zamknęłam oczy, oparłam głowę o siedzenie i wyobraziłam sobie, że to ja jestem piękną gejszą. Co zrobiłabym, gdybym spotkała przystojnego chłopca w chwili, gdy moje zmysły oszalały, kiedy krew uderzyłaby mi do głowy, a piersi mi nabrzmiały?

Czy położyłabym się i uniosła nogi, a on ukląkłby między moimi udami, opierając ręce na słomianej macie? Czy też raczej on położyłby się na plecach, a ja usiadłabym na nim okrakiem?

Wciągnęłam świeże powietrze do płuc. Takie myśli wydały mi się romantyczne i zabawne, ale gdy dostrzegłam zdziwione spojrzenie ojca, starałam się przy nich nie uśmiechać.

– Mam problem, Kathlene. Coś jest nie w porządku. Nikt ze świątyni nie wyjechał nam na powitanie. – Potarł policzek, najwyraźniej zastanawiając się nad sytuacją. – Nie mam wyboru. Muszę ufać, że ten chłopiec dowiezie nas na miejsce.

– Ja też mu ufam, tato. – Uśmiechnęłam się, kiedy rikszarz odwrócił się i spojrzał na mnie przeciągle spod swojego słomkowego kapelusza. Oparłam się o tył pojazdu, myśląc o tym, że chłopak ma niewiele więcej lat niż ja. W dodatku jest przystojny.

Ojciec z pewnością nie będzie mnie trzymał w zakonie w nieskończoność. Jednak myśl o tym mnie zmroziła. Poczułam, jak setki małych mrówek przechodzi mi po plecach i jednocześnie parę kropelek zimnego potu spływa mi na szyję.

Jak mam zostać gejszą, skoro będę siedziała w klasztorze? Zakonnice nie przyjmują gości, ich życie upływa na medytacjach i układaniu kwiatów, a nie obserwowaniu przystojnych rikszarzy. Nad naszymi głowami odezwał się grzmot, jakby bogowie chcieli mi przypomnieć, że nie mam wyboru. Zaczynała się ulewa.

Słyszałam, jak ojciec mówi chłopcu, gdzie ma nas zawieźć, a ten skinął głową, a potem skłonił się nam głęboko. Przed odjazdem otworzył jeszcze daszek z ceraty, który miał nas chronić przed deszczem.

– Szybko! Szybko! – krzyknął mój ojciec, a następnie opadł na czarne lakierowane siedzenie.

Chłopiec stęknął, podnosząc dyszle, wszedł między nie i najpierw cofnął się o dwa kroki, po czym ruszył do przodu.

Nie miałam czasu na to, by zastanawiać się nad swoim losem, bo rikszarz skręcił biegiem w uliczkę tak wąską, że nie mogłyby się w niej minąć dwie osoby z rozłożonymi parasolami. Zdziwiło mnie, że nie krzyczy do przechodniów, by usunęli się z drogi. Biegł w milczeniu, a ja wsłuchiwałam się z przyjemnością w jego ciężki oddech. Cały czas próbowałam zobaczyć jego twarz, ale gdy tylko wychylałam się za zasłonkę, ojciec natychmiast wciągał mnie w głąb rikszy.

– Skup się na naszej misji, Kathlene.

– Robię, co mogę, tato, ale przecież nic mi nie chcesz powiedzieć – odważyłam się powiedzieć. Wciąż martwiłam się o jego bezpieczeństwo.

– Nie mogę. Musisz przede wszystkim pamiętać, że jesteś moją córką.

Zła na niego, skrzyżowałam nogi, czując pod butami miękką matę. Wierciłam się w mokrym ubraniu na aksamitnym siedzeniu, próbując znaleźć wygodną pozycję. Chciałam okazać ojcu szacunek, ale bardzo się bałam. Przerażała mnie przyszłość i to, co miała przynieść.

Spojrzałam na niego, wracając myślą do wydarzenia poprzednich dni i zastanawiając się, dlaczego tak nagle opuściliśmy Tokio. Przypomniałam sobie, jak kazał zapakować ryż, marynowane rzodkiewki i paski surowej ryby naszej gospodyni, Ogi-san, żebyśmy mieli jedzenie na całodniową podróż.

Po wyjeździe prawie się do mnie nie odzywał. Chciałam, by mi się zwierzył, co dosyć często robił. Ojciec jednak sam zasznurował usta i zabronił mi odzywać się do obcych.

– Od tego zależy moje życie, Kathlene – powiedział, wkładając prawą dłoń pod płaszcz, jakby skrywał tam pistolet.

Był przystojnym mężczyzną, ale w tej chwili wyglądał zabawnie i trochę dziwnie, taki zgięty w małym wnętrzu rikszy. Jego gładko wygoloną twarz pokrywały kropelki wody. Włosy miał zmatowiałe. Nie wziął kapelusza. Jego elegancki czarny płaszcz lśnił od deszczu. Nawet rękawiczki pokrywały małe wodne perełki, co pobudzało moją wyobraźnię i kazało wierzyć, że cała ta eskapada jest jedynie jakąś grą, której zasad nie rozumiałam. Chciałam wierzyć, że nie stało się nic złego.

Cóż mogło bowiem takiego stać się w tym pięknym zielonym kraju, w którym kwitły śliwy? Małe dzwoneczki wygrywały swoje melodie przy każdym podmuchu wiatru, a liście czerwonych klonów poruszały się w ich takt.

Był to dla mnie łagodny kraj zamieszkały przez łagodnych ludzi. Stanowił moją ojczyznę od momentu, kiedy przyjechałam tu z matką jako mała dziewczynka. Ojciec wiedział, że mama jest słaba i że długa podróż jej nie posłuży, ale nie chciała zostać bez niego w San Francisco.

Dlatego przypłynęła tu ze mną statkiem. Kiedy próbowałam przypomnieć sobie matkę, napłynęły mi do oczu łzy. Było to bardzo trudne, bo zmarła niedługo po przyjeździe, a ja nie miałam z kim podzielić się swoim bólem. Zwłaszcza z ojcem, który starał się nie okazywać uczuć, chociaż wiedziałam, że mnie kocha. Dlatego nie rozumiałam, dlaczego zachowuje się tak dziwnie.

Chciałam go zapytać: „Co takiego zrobiłeś, tatusiu?”, ale trzymałam buzię na kłódkę. Nigdy nie mówiłam do niego: „tatusiu”. Nie zrozumiałby tego. Był moim ojcem – i tyle.

Przytrzymałam się siedzenia, kiedy riksza wjechała na coś w rodzaju małego mostku. Nie mogłam się oprzeć i wyjrzałam na zewnątrz, ale tym razem ojciec nie wciągnął mnie do środka. Westchnęłam zaskoczona i napawałam się świeżym powietrzem. Pomyślałam, że zbliża się wieczór, i patrzyłam z przyjemnością na wzgórza na zachodzie, rzucające czerwonawy cień na własne zbocza i na pola pszenicy ciągnące się szerokim pasmem aż do złotego jeziora.

Duża kropla deszczu spadła mi na nos, więc zaraz ją wytarłam, mamrocząc coś po angielsku i japońsku. Łatwo przechodziłam z jednego języka na drugi, gdyż nauczyłam się obu w tym samym czasie. Cieszyło mnie, że jestem dwujęzyczna, chociaż w kraju ciemnowłosych kobiet czułam się czasami dziwnie z moimi jasnymi warkoczami. Ojciec często zapewniał mnie, że będę tak ładna jak matka, choć nie miał pojęcia o tym, że chcę zostać gejszą. Uśmiechnęłam się do siebie. Wiedziałam, że mama na pewno by to pochwaliła. Wszyscy podziwiali gejsze – ich urodę, styl i charakter.

Ponownie westchnęłam, rozładowując w ten sposób napięcie. Nigdy nie zostanę gejszą, jeśli zamieszkam w klasztorze. Będę skazana na posłuszeństwo, brak uciech, długie modlitwy i samotność w nocy. Piękno i barwy świata kwiatów i wierzb mogłyby dać mi o wiele więcej. Na razie jednak moje marzenie, by zostać gejszą, miało pozostać jedynie marzeniem.

Jechaliśmy tak godzinę, może dłużej, aż powoli zaczęło się ściemniać. Słyszałam krakanie kruków gnieżdżących się w starych sosnach i pomyślałam, że witają mnie w ten sposób w moim nowym domu.

Nie, zaraz, to nie są kruki, ale odgłosy wielkiego gongu połączone z dudnieniem deszczu o ceratowy daszek rikszy. Wstrzymałam oddech, kiedy riksza wjechała w wąską, okoloną drzewami alejkę i nagle zrobiło się ciemniej.

A potem deszcz ustał, jakby z rozkazu samych bogów. Słyszałam szum wody w przydrożnym, porośniętym paprociami rowie, a my jechaliśmy dalej w głąb wzgórz.

Wreszcie droga się skończyła.

Chłopak zatrzymał się i postawił dyszle pojazdu na ziemi. Odetchnęłam głębiej.

– Jesteśmy na miejscu, Kathlene – powiedział ojciec, chociaż nie usłyszałam ulgi w jego głosie.

– W zakonie?

– Tak.

Chciałam stąd uciec. I to jak najdalej.

Kiedy wysiadłam z rikszy, poczułam, że wszystko wokół jest nieruchome, zastygłe w ciszy. Miałam zdrętwiałe nogi i przemoczone buty. Rozejrzałam się dookoła.

Gdzie są ludzie? Zakonnice i zakonnicy kręcą się zwykle koło budynków klasztornych w kapeluszach, które przypominają kosze, mamroczą coś pod nosem, kryjąc twarze, i wyciągają ręce po datki.

Zobaczyłam jedynie prostą czerwoną bramę, za którą znajdowały się strome schody wiodące do niewielkiej świątyni ze szkarłatnymi filarami, podtrzymującymi ciężki dach z szarego metalu. Przed nią znajdowały się setki lampionów, jak również rzeźby niebiańskich psów strażniczych na kamiennych piedestałach.

Wydawało mi się, że zaraz zaczną szczekać, kiedy ojciec ruszył z ponurą miną w górę. Szedł szybko, a ja starałam się za nim nadążyć, gdy nagle zobaczyłam śliczne czerwone kwiaty, rosnące kępami przy schodach. Przyciągały mnie z niezwykłą siłą i przypominały piękne jedwabie, które nosiły gejsze. Oszołomiona ich urodą, pochyliłam się, by je zerwać, gdy nagle...

Wiuuu. Coś przeleciało tak szybko koło mojej twarzy, że na policzku poczułam tylko powiew wiatru. Dotknęłam go ze zdziwieniem i zanim zdołałam się znowu pochylić, w ogrodzie rozległo się uderzenie kamienia o kamień.

Kiedy spojrzałam w tamtą stronę, zobaczyłam, jak głowa psa odrywa się od kamienia i rozbija na ziemi na nieforemne kawałki. A potem usłyszałam głos:

– Nie dotykaj kwiatów!

Przestraszona i wstrząśnięta tym, co się stało, odskoczyłam od kępy kwiatów, a kiedy się rozejrzałam, ze zdziwieniem dostrzegłam rikszarza. Ciszę, która tu panowała, przerwał jego głośny krzyk.

– Dlaczego? – spytałam oszołomiona. – Co się stało?

– Są trujące – wyjaśnił chłopak z ukłonem. Wiedział, że naruszył zasady, odzywając się do mnie pierwszy, ale jednocześnie uratował mi życie.

– Trujące?

Zauważyłam jakieś zamieszanie na niebie. Kiedy zadarłam głowę, dostrzegłam nad nami setki gołębi. Trzepot ich skrzydeł mieszał się z rżeniem koni. Koni? Zakonnice unikają przecież luksusów i chodzą wszędzie pieszo. Skąd tu się wzięły konie?

– Gdybyś dotknęła tych kwiatów, twoje dłonie stałyby się czerwone i zaognione – wyjaśnił chłopak, po czym pochylił się i szepnął mi wprost do ucha: – Wolałbym, żeby to twoje policzki stały się czerwone z namiętności.

– Och! – Odwróciłam się od niego, czując, jak pąsowieję. Poczułam lekkie pulsowanie w dole brzucha, a potem ciepło rozlało się po całym moim ciele, budząc uśpione zmysły.

Zaniepokoiła mnie niegrzeczna uwaga rikszarza, ale jeszcze bardziej moja reakcja. Odnalazłam w sobie coś nowego, co nie wydawało się nienaturalne. Poczułam wszechogarniające pragnienie, by poddać się czystej seksualnej energii tego odkrycia. Bałam się jednak mrocznych uczuć, których nie potrafiłam nazwać. Obawiałam się, że zrobię coś dzikiego i szalonego, o czym nigdy wcześniej nie myślałam.

Zebrałam się na odwagę, by stawić czoło temu pragnieniu, i spojrzałam na wybrzuszenie między nogami chłopaka, czując, jak serce bije mi coraz mocniej, kiedy...

– Wracaj do rikszy, Kathlene! – krzyknął ojciec z rozpaczą w głosie, po angielsku. – Odjeżdżamy!

Zobaczyłam, jak zbiega w dół, przeskakując po dwa lub trzy schodki. Musiało stać się coś okropnego.

– Co się dzieje? – spytałam.

Świeży powiew wiatru przyniósł zapach końskiego potu. Czułam go tak wyraźnie, że miałem wrażenie, iż zwierzęta znajdują się tuż obok. Więc jednak nie wydawało mi się, że słyszę ich rżenie.

Ojciec złapał mnie za ramię, a następnie wepchnął do rikszy.

– Te diabły już tam na nas czekały! Wsiadaj, szybko!

Posłuchałam go, czując, że serce bije mi coraz szybciej. Ojciec krzyknął do chłopca, by skręcił w wąską alejkę. Odsunęłam zasłonkę i wyjrzałam, nie mogąc opanować ciekawości. Zanim ojciec wciągnął mnie do wnętrza rikszy, zobaczyłam kurz przy świątyni, nieopodal schodów.

Ktoś nas ściga.

Chłopiec biegł. Biegł coraz szybciej. Słyszałam, jak dyszy z wysiłku.

– Kto na nas czekał przy świątyni, tato?

Chłopak biegł szybciej, jeszcze szybciej... Chyba sami bogowie dodawali mu sił.

– Jestem pewny, że to diabły księcia. Gdyby tenchłopiec nie spłoszył swoim okrzykiem ich koni, sam nie wiem, co by się z nami stało. – Objął mniei mocno przytulił. Czułam, że drży. – Nie mam pojęcia, jak dowiedzieli się, że zamierzamy tu przyjechać.

Tupot nóg. Szybki oddech. Rikszarz wciąż biegł jak szalony.

– Ogi-san.

Powiedziałam ojcu, że nasza stara służąca musiała usłyszeć, jak ojciec mówił mi, gdzie pojedziemy. Zmarszczył czoło i po chwili skinął głową.

– Ogi-san nie jest zła, tylko słaba. Ludzie księcia znają sposoby na to, żeby rozwiązać język takim ludziom.

– Co się stanie, jeśli nas złapią? – zapytałam.

Skrzywił się tak, jakby w ogóle nie chciał o tym myśleć.

– Zginę, chroniąc ciebie – odparł po chwili.

– Nie złapią nas – odrzekłam pewnym głosem. – Ten chłopak jest szybszy.

– Jak widzę, bardzo w niego wierzysz – powiedział ojciec i wyjrzał za zasłonkę. – Sądzę jednak, że to nie jego szybkość nas uratuje, ale spryt.

– To znaczy?

– Sama zobacz.

Wyjrzałam na dwór i aż westchnęłam ze zdumienia, kiedy okazało się, że zjechaliśmy pod most, gdzie było jeszcze bardziej mroczno niż na drodze. Tuż obok rosły osłaniające nas krzaki.

– Jesteśmy pod...

– Cii – przerwał mi ojciec. – Posłuchaj.

Po chwili usłyszeliśmy ciężki tętent kopyt. Nasi prześladowcy przejechali przez most i pognali dalej.

Naliczyłam trzech, może czterech jeźdźców, którzy krzyczeli, poganiając konie. Dopiero teraz zrozumiałam stare japońskie przysłowie, które mówi, że wszystkie mosty są zakrzywione, bo demony mogą atakować tylko w linii prostej.

Demony ścigały nas tak jak ci ludzie.

Siedziałam cicho w ramionach ojca i wsłuchiwałam się w panującą wokół ciszę. Czułam się bezpieczna, mając go przy sobie. Wiedziałam, że znajdzie jakieś wyjście z tej sytuacji.

Jednak cała ta ucieczka bardzo mnie zmęczyła. Bezpośrednie niebezpieczeństwo już minęło. Kiedy przyszło odprężenie, zaraz przysnęłam na parę minut. Nie poczułam się jednak wypoczęta. Wciąż zastanawiałam się, dlaczego ci jeźdźcy nas ścigali? Dlaczego?

I dlaczego ojciec nie chce mi tego wytłumaczyć?